Zmarszczyłam brwi. Mamy nie opuszczać
królestwa w obliczu wojny? Nigdy tak nie postępowaliśmy. Zawsze służyliśmy pomocą
innym ludom Śródziemia, chyba, że były to krasnoludy. Z tego co mówił ten ork
wynikało przecież, iż wkrótce może dojść do wielkiej bitwy. Powinniśmy raczej
zrobić przegląd wojsk, a nie zamykać się w królestwie na cztery spusty.
Zerknęłam na mojego kuzyna, aby poszukać w
nim poparcia myśli, które planowałam za chwilę wypowiedzieć. Jednak
Legolas był już przy wyjściu z sali tronowej. Zapewne zmierzał do bramy, aby
przekazać rozkazy.
Gdy to spostrzegłam, stryj wciąż stał
wpatrując się we mnie uważnie. Zaczęłam szykować się do odejścia, lecz jego
przenikliwe spojrzenie nie dawało mi spokoju. Zerknęłam mu więc prosto w oczy i
zapytałam:
- Czy chcesz
mi coś powiedzieć, panie? – Dopiero po tych słowach zorientowałam się, że w mój
głos wdała się irytacja.
Thranduil popatrzył na mnie jeszcze przez
chwilę, po czym wreszcie się odezwał.
- Uważaj na
siebie – rzekł z powagą i zaczął przechadzać się obok mnie. Domyśliłam się, że
miał tu na myśli, abym nigdzie nie wychodziła. Jak zwykle próbował mnie
pilnować.
Westchnęłam ciężko i pokiwałam głową.
- Dobrze,
stryju. Ale… dlaczego nakazałeś trzymać
nas tu w zamknięciu? Nie lepiej sposobić się do walki?
- To dla
naszego dobra, Clarlien – odpowiedział spokojnie. - Zresztą wiesz, że dbanie o
tereny poza naszymi granicami przekracza mój zakres władzy.
Usłyszawszy to, jeszcze bardziej się
zirytowałam. Co się z nim działo? Postanowiłam jednak się nie odzywać i udawać,
że wszystko jest w porządku. Nie chciałam przecież, aby stryj zaczął domyślać
się czegoś co do naszych relacji z Thorinem.
Dygnęłam więc tylko przed królem i ruszyłam
do wyjścia z sali. Gdy byłam w drzwiach, nie wiedziałam nawet dokąd idę.
Wędrowałam wzburzona po całym
pałacu, aż ni stąd, ni zowąd znalazłam się w zbrojowni. Nie zastałam tam
nikogo. W pomieszczeniu panował półmrok, na ścianie paliła się zaledwie część
lamp oświetlających licznie połyskujące zbroje i broń, która odbijała złote
oraz srebrne światło. Jako, że walka była nieodłącznym i ulubionym elementem
mojego życia, było to jedno z moich ulubionych miejsc w królestwie.
Westchnęłam, po czym podeszłam do kąta, w
którym zawsze zostawiałam moje długie, srebrne sztylety o zdobionych klingach,
łuk oraz średniej długości miecz, którego rzadko używałam. Postanowiłam, że
skoro nie wolno opuścić królestwa, to przynajmniej spędzę ten czas pożytecznie.
Wypolerowałam więc dokładnie swoją broń.
Wyczyściłam sztylety tak, że aż lśniły, uzupełniłam komplet strzał w moim
kołczanie, naostrzyłam nawet mój miecz. Jeżeli ten ork mówił prawdę i
rzeczywiście groziła nam wojna, to niezależnie od rozkazów stryja należało się
na nią przynajmniej trochę przygotować.
Nim wyszłam ze zbrojowni, po raz pierwszy od
jakiegoś czasu zabrałam ze sobą także miecz. Pomyślałam, że trzeba w końcu
poprawić swoje umiejętności szermiercze. Od bardzo dawna w walce szukałam
zapomnienia od codziennych problemów, tak więc i tym razem postanowiłam to
zrobić.
Najbliższy czas upłynął mi więc na treningu.
Od świtu aż do zmroku przebywałam w lesie od strony rzeki, w jednym z zakątków, do którego najbardziej lubiłam chodzić. Szkoliłam swą walkę mieczem używając do tego
celu grubego pnia drzewa.
Gdy wróciłam do pałacu, było już późno,
dlatego udałam się od razu do swego pokoju. Niedługo potem położyłam się i
niemal od razu zasnęłam.
Następnego dnia zerwałam się wczesnym
rankiem nastawiona na kontynuowanie mojego treningu. Cóż bowiem innego
pozostało mi do roboty? Ponieważ nie miałam ochoty na rozmowę ze stryjem czy
Legolasem, postanowiłam już kolejny raz nie zjawiać się w jadalni. Byłam zbyt
poirytowana, aby rozmawiać z którymś z nich. Dotyczyło to szczególnie
Thranduila. Jego postawa wobec obecnej sytuacji na dłuższą metę mogłaby
spowodować u mnie publicznie gwałtowny wybuch gniewu, a to z pewnością nie było
moim zamiarem.
Pomyślałam jednak, iż chętnie
porozmawiałabym z Tauriel. Nie była bowiem ona taka jak król i jego syn.
Zdarzało się nawet i tak, iż często nie zgadzała się z Thranduilem i ogłaszała
mu to na głos, gdy tylko nadarzała się ku temu okazja. Była to jedna z rzeczy,
które miałyśmy ze sobą wspólne mimo różnicy charakterów. Jednakże, ja w
przeciwieństwie do niej nie byłam tak impulsywna i potrafiłam siedzieć cicho w
obecności stryja, gdyż wiedziałam, co niesie za sobą głośny sprzeciw wobec
niego.
Wychodząc z kuchni, zaczepiłam więc jakiegoś
strażnika pytając czy przypadkiem nie wie, gdzie jest Tauriel czy chociażby
Legolas. Elf jednak odparł tylko, iż nie ma pojęcia, ponieważ widział tylko,
jak każde z nich po kolei opuszczało wczoraj królestwo. Słysząc to,
zmarszczyłam brwi. Czyżby Thranduil wysłał ich potajemnie w celu wytropienia
orków? Nie, to z pewnością nie wchodziło w grę. Gdyby król wydał im taki
rozkaz, zapewne wiedziałabym o tym. Tu chodziło raczej o coś innego. Być może
Tauriel znów postanowiła złamać zakaz króla i opuścić królestwo.
Moje domysły natychmiast się potwierdziły,
gdy strażnik powiedział mi, że to właśnie ona pierwsza przekroczyła bramę.
Zaśmiałam się w duchu. A jednak tym razem jej słowa przeszły w czyny. A że
Legolas od dawna się z nią przyjaźnił (podejrzewałam nawet, iż było to coś
więcej niż tylko przyjaźń), to oczywiście posunął się nawet do złamania nakazu
ojca i za nią podążył.
Wymamrotałam tylko słowa podziękowania za
informacje i natychmiast ruszyłam znów do zbrojowni. Podobnie jak wczoraj
zabrałam ze sobą miecz i udałam się w to samo miejsce w lesie, aby kontynuować
trening.
Podczas ćwiczeń zastanawiałam się, co
przytrafiło się krasnoludom odkąd uciekli. Była to jedna wielka niewiadoma,
ponieważ nawet jeśli zdołali w miarę bezpiecznie dotrzeć do jeziora (co było
wątpliwą kwestią, gdyż przecież zabraliśmy im wszystko łącznie z bronią), to i
tak nie było wiadomo, w jaki sposób dotrą do Góry. Gdyby postanowili obejść
Esgaroth, groziło im niebezpieczeństwo napadu orków. Liczyłam jednak na to, że
Thorin będzie kierował się rozsądkiem i wraz z innymi znajdzie jakiś sposób na
przeprawę przez wodę. Nawet jeśli jednak by im się to udało, nie było wiadomo,
jak zostaną przyjęci w rządzonym przez chciwego władcę Mieście na Jeziorze i
czy uda im się w porę dotrzeć do góry. A poza tym... co działo się z Tauriel i
Legolasem? Miałam nadzieję, że nie wyprawili się na walkę z orkami beze mnie.
Jeżeli jednak faktycznie tak było, postanowiłam, iż jeśli nie wrócą w ciągu
najbliższych dni, pójdę za nimi po kryjomu.
Cóż jednak mogłam teraz zrobić? Nie
pozostawało mi nic innego, jak tylko przygotować się na nadchodzącą wojnę.
Nawet jeżeli nie szykowała się żadna bitwa, to i tak nie zaszkodziło poćwiczyć
walki mieczem.
Tak więc spędziłam w ten sposób cały ten i jeszcze kolejny dzień. Może to dziwne, ale nie odczuwałam nawet zbytniego zmęczenia z tego powodu. Najwyraźniej faktycznie byłam do tego stworzona.
Tak więc spędziłam w ten sposób cały ten i jeszcze kolejny dzień. Może to dziwne, ale nie odczuwałam nawet zbytniego zmęczenia z tego powodu. Najwyraźniej faktycznie byłam do tego stworzona.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz