poniedziałek, 4 maja 2015

Rozdział 6

    Zmarszczyłam brwi. Mamy nie opuszczać królestwa w obliczu wojny? Nigdy tak nie postępowaliśmy. Zawsze służyliśmy pomocą innym ludom Śródziemia, chyba, że były to krasnoludy. Z tego co mówił ten ork wynikało przecież, iż wkrótce może dojść do wielkiej bitwy. Powinniśmy raczej zrobić przegląd wojsk, a nie zamykać się w królestwie na cztery spusty.
    Zerknęłam na mojego kuzyna, aby poszukać w nim poparcia myśli, które planowałam za chwilę wypowiedzieć. Jednak Legolas był już przy wyjściu z sali tronowej. Zapewne zmierzał do bramy, aby przekazać rozkazy.
    Gdy to spostrzegłam, stryj wciąż stał wpatrując się we mnie uważnie. Zaczęłam szykować się do odejścia, lecz jego przenikliwe spojrzenie nie dawało mi spokoju. Zerknęłam mu więc prosto w oczy i zapytałam:
    - Czy chcesz mi coś powiedzieć, panie? – Dopiero po tych słowach zorientowałam się, że w mój głos wdała się irytacja.
    Thranduil popatrzył na mnie jeszcze przez chwilę, po czym wreszcie się odezwał.
    - Uważaj na siebie – rzekł z powagą i zaczął przechadzać się obok mnie. Domyśliłam się, że miał tu na myśli, abym nigdzie nie wychodziła. Jak zwykle próbował mnie pilnować.
    Westchnęłam ciężko i pokiwałam głową.
    - Dobrze, stryju. Ale… dlaczego nakazałeś  trzymać nas tu w zamknięciu? Nie lepiej sposobić się do walki?
    - To dla naszego dobra, Clarlien – odpowiedział spokojnie. - Zresztą wiesz, że dbanie o tereny poza naszymi granicami przekracza mój zakres władzy.
    Usłyszawszy to, jeszcze bardziej się zirytowałam. Co się z nim działo? Postanowiłam jednak się nie odzywać i udawać, że wszystko jest w porządku. Nie chciałam przecież, aby stryj zaczął domyślać się czegoś co do naszych relacji z Thorinem.
    Dygnęłam więc tylko przed królem i ruszyłam do wyjścia z sali. Gdy byłam w drzwiach, nie wiedziałam nawet dokąd idę.
    Wędrowałam wzburzona po całym pałacu, aż ni stąd, ni zowąd znalazłam się w zbrojowni. Nie zastałam tam nikogo. W pomieszczeniu panował półmrok, na ścianie paliła się zaledwie część lamp oświetlających licznie połyskujące zbroje i broń, która odbijała złote oraz srebrne światło. Jako, że walka była nieodłącznym i ulubionym elementem mojego życia, było to jedno z moich ulubionych miejsc w królestwie.
    Westchnęłam, po czym podeszłam do kąta, w którym zawsze zostawiałam moje długie, srebrne sztylety o zdobionych klingach, łuk oraz średniej długości miecz, którego rzadko używałam. Postanowiłam, że skoro nie wolno opuścić królestwa, to przynajmniej spędzę ten czas pożytecznie.
    Wypolerowałam więc dokładnie swoją broń. Wyczyściłam sztylety tak, że aż lśniły, uzupełniłam komplet strzał w moim kołczanie, naostrzyłam nawet mój miecz. Jeżeli ten ork mówił prawdę i rzeczywiście groziła nam wojna, to niezależnie od rozkazów stryja należało się na nią przynajmniej trochę przygotować.
     Nim wyszłam ze zbrojowni, po raz pierwszy od jakiegoś czasu zabrałam ze sobą także miecz. Pomyślałam, że trzeba w końcu poprawić swoje umiejętności szermiercze. Od bardzo dawna w walce szukałam zapomnienia od codziennych problemów, tak więc i tym razem postanowiłam to zrobić.
     Najbliższy czas upłynął mi więc na treningu. Od świtu aż do zmroku przebywałam w lesie od strony rzeki, w jednym z zakątków, do którego najbardziej lubiłam chodzić. Szkoliłam swą walkę mieczem używając do tego celu grubego pnia drzewa. Muszę przyznać, że szło mi całkiem nieźle. Ćwiczyłam szermierkę pogrążając się w zamyśleniu. Starałam nie zamartwiać się tym, co będzie, lecz kiepsko mi to szło. Mimo zamyślenia, trenowałam skupiona na precyzji moich uderzeń mieczem. Nie zauważyłam nawet, że nastał wieczór, tak bardzo byłam zajęta.
    Gdy wróciłam do pałacu, było już późno, dlatego udałam się od razu do swego pokoju. Niedługo potem położyłam się i niemal od razu zasnęłam.
    Następnego dnia zerwałam się wczesnym rankiem nastawiona na kontynuowanie mojego treningu. Cóż bowiem innego pozostało mi do roboty? Ponieważ nie miałam ochoty na rozmowę ze stryjem czy Legolasem, postanowiłam już kolejny raz nie zjawiać się w jadalni. Byłam zbyt poirytowana, aby rozmawiać z którymś z nich. Dotyczyło to szczególnie Thranduila. Jego postawa wobec obecnej sytuacji na dłuższą metę mogłaby spowodować u mnie publicznie gwałtowny wybuch gniewu, a to z pewnością nie było moim zamiarem.
    Pomyślałam jednak, iż chętnie porozmawiałabym z Tauriel. Nie była bowiem ona taka jak król i jego syn. Zdarzało się nawet i tak, iż często nie zgadzała się z Thranduilem i ogłaszała mu to na głos, gdy tylko nadarzała się ku temu okazja. Była to jedna z rzeczy, które miałyśmy ze sobą wspólne mimo różnicy charakterów. Jednakże, ja w przeciwieństwie do niej nie byłam tak impulsywna i potrafiłam siedzieć cicho w obecności stryja, gdyż wiedziałam, co niesie za sobą głośny sprzeciw wobec niego.
    Wychodząc z kuchni, zaczepiłam więc jakiegoś strażnika pytając czy przypadkiem nie wie, gdzie jest Tauriel czy chociażby Legolas. Elf jednak odparł tylko, iż nie ma pojęcia, ponieważ widział tylko, jak każde z nich po kolei opuszczało wczoraj królestwo. Słysząc to, zmarszczyłam brwi. Czyżby Thranduil wysłał ich potajemnie w celu wytropienia orków? Nie, to z pewnością nie wchodziło w grę. Gdyby król wydał im taki rozkaz, zapewne wiedziałabym o tym. Tu chodziło raczej o coś innego. Być może Tauriel znów postanowiła złamać zakaz króla i opuścić królestwo.
    Moje domysły natychmiast się potwierdziły, gdy strażnik powiedział mi, że to właśnie ona pierwsza przekroczyła bramę. Zaśmiałam się w duchu. A jednak tym razem jej słowa przeszły w czyny. A że Legolas od dawna się z nią przyjaźnił (podejrzewałam nawet, iż było to coś więcej niż tylko przyjaźń), to oczywiście posunął się nawet do złamania nakazu ojca i za nią podążył.
   Wymamrotałam tylko słowa podziękowania za informacje i natychmiast ruszyłam znów do zbrojowni. Podobnie jak wczoraj zabrałam ze sobą miecz i udałam się w to samo miejsce w lesie, aby kontynuować trening.
   Podczas ćwiczeń zastanawiałam się, co przytrafiło się krasnoludom odkąd uciekli. Była to jedna wielka niewiadoma, ponieważ nawet jeśli zdołali w miarę bezpiecznie dotrzeć do jeziora (co było wątpliwą kwestią, gdyż przecież zabraliśmy im wszystko łącznie z bronią), to i tak nie było wiadomo, w jaki sposób dotrą do Góry. Gdyby postanowili obejść Esgaroth, groziło im niebezpieczeństwo napadu orków. Liczyłam jednak na to, że Thorin będzie kierował się rozsądkiem i wraz z innymi znajdzie jakiś sposób na przeprawę przez wodę. Nawet jeśli jednak by im się to udało, nie było wiadomo, jak zostaną przyjęci w rządzonym przez chciwego władcę Mieście na Jeziorze i czy uda im się w porę dotrzeć do góry. A poza tym... co działo się z Tauriel i Legolasem? Miałam nadzieję, że nie wyprawili się na walkę z orkami beze mnie. Jeżeli jednak faktycznie tak było, postanowiłam, iż jeśli nie wrócą w ciągu najbliższych dni, pójdę za nimi po kryjomu.
   Cóż jednak mogłam teraz zrobić? Nie pozostawało mi nic innego, jak tylko przygotować się na nadchodzącą wojnę. Nawet jeżeli nie szykowała się żadna bitwa, to i tak nie zaszkodziło poćwiczyć walki mieczem.
    Tak więc spędziłam w ten sposób cały ten i jeszcze kolejny dzień. Może to dziwne, ale nie odczuwałam nawet zbytniego zmęczenia z tego powodu. Najwyraźniej faktycznie byłam do tego stworzona. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz